Kulinaria Recenzje

Restaurant Week – Łódź – Señoritas

4 kwietnia 2016
Grillowana poledwica z grilla na puree z batatow - recenzja festiwalowego dania podczas Restaurant Week w Lodzi - restauracja Senoritas.

Pierwsze dni Restaurant Weeku za nami. Mnie do tej pory udało się zarezerwować tylko jedno wyjście, ale mam nadzieję, że jeszcze uda mi się nadrobić zaległości w najbliższych dniach. 😉 Zresztą… nie ilość, a jakość się liczy, czyż nie? 🙂 Tak więc, przedstawiam Wam mojego smakowego faworytaSeñoritas Restaurant & Lounge. Restaurację, serwującą nowoczesną kuchnię meksykańską i amerykańską. Restaurację, która niepozornie skrywa się w jednej z ulic, odchodzących od głównej ulicy Łodzi – Piotrkowskiej. Znajdziecie ją na Moniuszki 1a. Spacerując reprezentacyjnym łódzkim deptakiem, zajrzyjcie tam. Koniecznie. A dlaczego? O tym opowiem Wam w poniższej, kulinarnej podróży… 😉

Inna odsłona Meksyku

Restauracja z zewnątrz nie wygląda specjalnie atrakcyjnie. Ot, zwykła kamienia, jakich wiele w Łodzi. Wejście od strony bramy przez wielkie, nietypowe, jak na ten rodzaj zabudowania drzwi. Po przekroczeniu progu przenosimy się natomiast do Meksyku w najlepszym wydaniu. Zwykle restauracje (a raczej knajpki) meksykańskie kojarzyły mi się ze specyficznym wystrojem – celowo nieco zaniedbanym i obdrapanym. Takie doświadczenia miałam przy okazji wizyt w Mexicanie czy wrocławskim Mexico Barze (recenzję znajdziesz TUTAJ). Nie mówię, że takie miejsca są złe – wręcz przeciwnie. Warto jednak podkreślić, że Senoritas to zupełnie inny typ meksykańskiej Restauracji (tak, tak, Restauracji przez duże „R”!). 🙂

Tutaj nie znajdziecie lekko kiczowatych sombrero, zawieszonych na sztucznych, plastikowych kaktusach. Nie usłyszycie również typowego „Desperado” wydobywającego się z głośników. Z nich sączył się amerykański jazz (o ile dobrze pamiętam – utwory Niny Simone). Sala sprawia wrażenie niedużej, ale mimo tego, między stolikami zachowana jest spora odległość, dzięki czemu można swobodnie prowadzić rozmowy, nie mając jednocześnie poczucia, że komuś się przeszkadza. Ścianę zdobi imponujące grafitti autorstwa Natalii Anny Kalisz-Patelak i Ewy Żochowskiej.

Spotkajmy się przy stole

Po wejściu do restauracji od razu zostaliśmy przywitani przez opiekuna sali (menadżera? :-)). Sprawnie i bez żadnych problemów zajęliśmy miejsca przy stole, a już po chwili pojawiła się miła, uśmiechnięta, i mająca dużą wiedzę o karcie, kelnerka. To, co nietypowe raczej w restauracjach – kelnerka przedstawiła się i zaproponowała napoje, które również dobrane były idealnie pod dania festiwalowe. Każdy z trunków został szczegółowo opisany, dzięki czemu mieliśmy wrażenie, jakby obsługa zapraszała nas do swojego świata. Chętni na tę przygodę zamówiliśmy wybrane trunki i oczekiwaliśmy dań.

Przystawka na szóstkę

Czyli jaka? Otóż taka, która jest lekka, ale nieskąpa. Często spotykałam się z sytuacjami, gdzie przystawka przypominała swoimi gabarytami danie główne lub odwrotnie – coś, co mogłoby być daniem głównym, zostawało okrajane z rozmiaru i stawało się przystawką. W efekcie starter był albo za bardzo zaspokajający apetyt, albo zbyt mały, aby można było nim nasycić swój głód na ciekawy smak. W Señoritas od razu dostrzegalny był pomysł i pasja, tworzących ją ludzi, a przystawka była idealnym wprowadzeniem w dalszą kulinarną wyprawę.

Recenzja łódzkiej restauracji Senoritas w ramach Festiwalu Restaurant Week - blog Wife with Knife.

Rolę startera odegrała chrupiąca tostada z krewetką i awokado, salsą z mango (z habanero) i limonką. Po jej podaniu kelnerka opowiedziała dokładnie, element po elemencie, co znajduje się na talerzu oraz zaleciła, abyśmy bez skrępowania spożywali ten rodzaj przekąski rękami. Elegancki lokal w połączeniu z niewymuszoną swobodą i przemiłą obsługą to naprawdę miejsce, do którego chce się wracać. 🙂 Smaki, sposób podania, pomysł na danie… już wtedy byliśmy pewni, że Señoritas był świetnym wyborem i zniecierpliwieni oczekiwaliśmy kolejnych dań.

Świnka na batatach

Nie ukrywam, że nie byłam zachwycona widząc w propozycji menu mięso wieprzowe (co prawda polędwiczkę). Staram się unikać tego typu mięsa, na rzecz wołowiny. I powiem Wam, że jak już zobaczyłam danie to nie pożałowałam. Ponownie ten sam schemat – kelnerka opowiedziała dokładnie co prezentuje się na talerzach. Ponownie, wszystko idealne. Od prezentacji i opisu, po aromat, na smaku kończąc.

Recenzja łódzkiej restauracji Senoritas w ramach Festiwalu Restaurant Week - blog Wife with Knife.

Grillowana polędwica zachowała idealną miękkość, była soczysta. Smak dopełniała kompozycja przypraw, którymi została natarta. Podana była w towarzystwie słodkich ziemniaków, grzybów egzotycznych z nutą kminu rzymskiego, zblanszowanego szpinaku i sosu chipotle adobo. Danie miało to, co uwielbiam najbardziej w dobrej kuchni – wielowymiarowość smaków, które jednocześnie idealnie ze sobą grają i sprawiają, że mamy ochotę na więcej i więcej. Tak było tym razem. 🙂

Naturalna słodycz

Przysłowiową wisienką na torcie okazał się deser. Również i przy okazji jego podania, zostaliśmy wprowadzeni w Meksykański świat, który na talerzu wykreował szef kuchniJeff Unger. Tym razem był to czekoladowo-bananowy bread pudding. Świeży chlebek po podaniu był jeszcze ciepły, spływała z niego karmelowa polewa z rodzynkami, a na samym szczycie znalazła się kulka, domowych waniliowych lodów. W towarzystwie deseru, na talerzu znalazły się również 3 rodzaje siekanych na miazgę orzechów. Wyśmienite! 🙂

Recenzja łódzkiej restauracji Senoritas w ramach Festiwalu Restaurant Week - blog Wife with Knife.

To było świetne kulinarne przeżycie i z mojej strony duże chapeau basdla szefa kuchni, załogi i wszystkich, którzy przyczynili się do tego sukcesu. Z pełną odpowiedzialnością swoich słów powiem, że ta kolacja była najlepszą ze wszystkich, które próbowałam podczas poprzednich edycji Restaurant Week (w Warszawie). Jednocześnie była to moja pierwsza kulinarna wyprawa w ramach festiwalu na Ziemi Łódzkiej, co dodatkowo napawa mnie optymizmem i dumą! 🙂 Łódź, tak trzymać! 🙂

Może spodoba ci się jeszcze to