Kulinaria Recenzje

Tango na języku, czyli Tango Argentino Steakhouse

18 kwietnia 2016

Ostatnio naszła mnie wyjątkowa ochota na mięso. W postaci steku, a jak stek… to w mojej głowie mogła pojawić się tylko jedna myśl – Tango Argentino Steakhouse. Nigdy tam nie byłam, ale słyszałam, że steki tam serwowane są legendarne. Po takich opiniach, nie mogłam zrobić nic innego, jak przekonać się na własnej skórze, ile prawdy kryje się w tych opiniach. 🙂

Pierwsze wrażenie

Po wejściu do restauracji ukazało się niewielkie, kameralne wnętrze – jeden duży stół, przy którym siedziało kilka osób i dosłownie kilka znacznie mniejszych (dwu, trzyosobowych). Zajęliśmy wybrane miejsce i oczekiwaliśmy na menu. W mgnieniu oka sala zapełniła się innymi gośćmi, a miejsc zaczęło brakować. I to w środku tygodnia, w restauracji, która do tanich nie należy! 🙂 To mogło zwiastować tylko jedno – chyba chce się tutaj wracać.

Wystrój jest prosty, ale spójny. Czerwone ściany, na nich mnóstwo obrazków kojarzących się z Argentyną. Z głośników wydobywała się muzyka w tym samym klimacie. Naprawdę przez chwilę można było się poczuć, jak na tamtejszej ziemi. 😉

Yerba mate, zaserwowana jako dodatek do steka w łódzkiej restauracji Tango Argentino Steakhouse.

Wybór

Po otrzymaniu menu rozpoczęliśmy przeglądanie dość prostego menu. Dominowały steki, a to co je głównie różniło to rodzaj mięsa (zarówno z argentyńskiej wołowiny, jak i polskiej – tańszej). Przemiły kelner potrafił doradzić i opowiedzieć o tym, które mięso, czym się charakteryzuje. Dodatkowo, sięgał po obrazek i pokazywał, z której konkretnie części zwierzęcia pochodzi owe mięso. Wegetarianie, może Wam się to nie spodobać, więc Wam tego miejsca nie polecę. 😉

Zdecydowaliśmy się na antrykot i rostbef z wołowiny argentyńskiej. Do tego serwowane były frytki oraz dodatkowo domówiliśmy sałatkę – rukolę z parmezanem i lekkim dressingiem. Aby całkowicie pochłonął nas argentyński klimat, nie mogło zabraknąć yerba mate – tradycyjnego napoju mieszkańców Ameryki Południowej. Naturalnie przed zamówieniem steków kelner dopytał nas, jaki stopień wysmażenia preferujemy. Jeśli chodzi o obsługę, byliśmy naprawdę zachwyceni interakcją z kelnerem, który był szczerze otwarty i pomocny. 🙂

Przejdźmy do rzeczy

Po otrzymaniu steków mogliśmy zabrać się do rzeczy, a zatem jedzenia i… testów! Smaku i poziomu wysmażenia. Steki faktycznie były strzałem w dziesiątkę, jeśli mówimy o tej drugiej kwestii, a smak? Ahh… aż chciałoby się wrócić. Po pierwszym kęsie, kelner podszedł do nas i zapytał, czy życzymy sobie więcej soli lub pieprzu. Poprosiliśmy o pieprz, a kelner w mgnieniu oka zjawił się z dużym młynkiem i osobiście doprawił nasze mięsa. Teraz były idealne. Sałatka miała świetny smak, 3 składniki – rukola, parmezan i oliwa – a smakowały, jak jedno z lepszych połączeń w moim życiu. Frytki były świeże, robione na miejscu, jedyny ich minus – nieco za mała ilość. 🙂 Poza tym idealna chrupkość i świeży smak (w wielu miejscach wyczuwa się kilkudniowy olej, na którym są przygotowywane, ale nie w Tango! 😉 ).

Stek - poziom wysmażenia, steka zaserwowanego w łódzkiej restauracji Tango Argentino Steakhouse.

Rachunek…?

Co prawda, Tango Argentino Steakhouse nie należy do tanich miejsc i należy mieć to na uwadze od samego początku. Jednak oczekując świeżej i naprawdę dobrej wołowiny musimy się z tym liczyć – gdziekolwiek byśmy nie byli. Nasz rachunek, który obejmował 2 steki (rostbef i antrykot z wołowiny argentyńskiej) z dwiema sałatkami, dzbankiem yerba mate i sokiem jabłkowym wyniósł ok. 165 zł. Nie jest to codzienna kolacja, ale… jeśli chcecie choć na chwilę przenieść się w klimat Południowej Ameryki, gdzie czas płynie wolniej, a dobry smak wesoło tańczy na naszym podniebieniu to musicie spróbować. Chociaż raz. 🙂

Może spodoba ci się jeszcze to